Każdego roku, gdzieś w głębi szkoły podstawowej, rozbrzmiewa dramatyczna muzyka niczym z „Mission: Impossible”. To znak, że nadchodzi… EGZAMIN ÓSMOKLASISTY. Nie inaczej było w naszej szkole.
W dniach 13-15 maja br. nasi uczniowie zmierzyli się z egzaminami z 3 przedmiotów:
Język Polski – tu zaczęła się prawdziwa rozgrywka. Trzeba było przeczytać tekst, który wyglądał jakby był pisany jeszcze przez dziadka Mickiewicza, a potem napisać opowiadanie lub sprawozdanie. Przeciętny uczeń wtedy przypominał detektywa próbującego rozwikłać, co autor miał na myśli.
Matematyka – królowa nauk, choć czasem zachowuje się jak wredna królowa macocha. Liczby, ułamki, procenty i pytanie: Kiedy w życiu mi się to przyda? Odpowiedź: 14 maja. Bo trzeba było obliczyć, ile minut zostało do zakończenia egzaminu 🙂
Język Angielski tu przynajmniej wiadomo było, że „cat” to kot, a „exam” to… trauma. Trzeba było napisać e – mail, w którym informujesz, że na wycieczce klasowej było super, chociaż mieliśmy mały wypadek.
Stres? Był! To taki dodatkowy przedmiot, którego nikt nie uczy, ale wszyscy zdają – z drżeniem rąk i nagłą potrzebą zjedzenia całego batonika na raz.
Po trzech dniach bitew, potu, łez i grafitowych rysunków na marginesie arkusza – nadchodzi dzień wolny. I oto ósmoklasista staje się bohaterem.
Mamy nadzieję, że 4 lipca 2025 r. wszyscy będą zadowoleni z ilości punktów uzyskanych w maratonie egzaminacyjnym: 13,14,15 maja
Życzymy Wam tego z całego serca!!